17.12.2009 16:29 6

„Krwawy czwartek” 17 grudnia 1970 roku

Niekontrolowany łańcuch tragicznych wydarzeń zaczyna się od przerwy śniadaniowej w „Warskim”. Tego dnia zginie w Szczecinie 13 osób, zniszczenia  będą trzy razy większe niż w Gdańsku, Gdyni i Elblągu razem wziętych.
  

Stocznie i pierwsze walki na Rajskiego i Mazurskiej
Przerwa śniadaniowa w „Warskim” rozpoczęła się koło godziny 9, w czasie jej trwania z jednego z wydziałów wychodzi kilkudziesięciu robotników, chodzą po terenie stoczni i nawołują do przerwania pracy. „Partyjni”, mający prowadzić planowane masówki, nie kontrolują sytuacji. Koło godziny 10 następuje tajemnicza awaria prądu, w stoczni nie działają telefony, podgrzewa to atmosferę. Antoni Walaszak, sekretarz wojewódzki PZPR (Ślązak, człowiek E. Gierka), odmawia przybycia do wstrząsanej niepokojami stoczni. Mówi ponoć przez telefon „z hołotą rozmawiać nie będę”. W tym samym mniej więcej czasie „staje” stocznia remontowa „Gryfia”, w której pracuje około pięciu tysięcy pracowników, półtora tysiąca z nich przepływa Odrę roboczymi promami, zmuszając ich załogi do współpracy. Kierują się do „Warskiego” nawołując do strajku. Około 10.30, pół tysiąca robotników „Warskiego” opuszcza przez otwarte bramy teren stoczni, idą w stronę centrum miasta, pochód ma charakter pokojowy (sic!). Warto tu zaznaczyć, że zdecydowana większość robotników pierwszej zmiany w „Warskim” została w stoczni do 14.30, czyli do końca dnia pracy. Demonstranci skandują „Żądamy obniżki cen”, „Szczecin z Gdańskiem”, „Chleba dla naszych dzieci”. Pod powstającym właśnie „Domem Marynarza” kolumna demonstrantów dzieli się, część chce iść pod KW PZPR a część pod Wojewódzką Radę Narodową (dziś Urząd Miejski). Do pierwszego starcia dochodzi na skrzyżowaniu ulic Rayskiego i Mazurskiej. Oficer z tyraliery milicyjnej rozlokowanej na ulicy Rayskiego wzywa demonstrantów do rozproszenia się, na co w odpowiedzi w stroną milicjantów lecą kamienie. Przy użyciu gazu i pałek milicja rozbija demonstrację, większość ludzi cofa się w kierunku stoczni. Opinię Edmunda Bałuki, przywódcy strajkowego z tego czasu, mówiącą o sprowokowanym charakterze pierwszego wyjścia do centrum miasta, politolog dr Michał Paziewski uważa za jeden z licznych mitów, które wytworzył „Grudzień”, do których zalicza m.in. pogłoskę o aresztowaniu delegacji strajkowej czy przebieranie się milicji w mundury wojskowe (to ostatnie nieporozumienie wynikało z wyglądu polowych mundurów milicyjnych). „Aresztowanie delegacji robotniczej” okazują się nieprawdą, lecz 17 grudnia „plotka” ta ma wielkie znaczenie i odgrywa dużą rolę w napiętej atmosferze panującej w mieście. Następnego dnia po utworzeniu Komitetu Strajkowego w spisanych postulatach nie ma mowy o aresztowaniu przedstawicieli strajkujących. Profesor Jerzy Eisler, historyk badający „Grudzień” powiedział mi w tym kontekście o „powszechnym lęku przed aresztowaniami, wynikającym m.in. z doświadczeń poznańskiego czerwca 1956 roku, kiedy to została zaaresztowana delegacja strajkowa”. Czy robotnicy Szczecina wiedzą o aresztowaniu komitetu strajkowego w Gdyni 15 Grudnia ?
Walki na nadodrzańskich bulwarach i podniesienie Mostu Długiego
Po rozbiciu pierwszej demonstracji i chaotycznym powrocie części ludzi w rejony stoczni, po jakimś czasie formuje się druga kolumna. Tym razem idzie ona bulwarem odrzańskim w kierunku Mostu Długiego (jedynego mostu drogowego łączącego lewobrzeżne centrum z prawobrzeżnym Szczecinem), gdzie demonstranci chcą połączyć się z robotnikami zlokalizowanych za rzeką zakładów przemysłowych. Kolumna zatrzymana zostaje przez szpaler milicji jakieś dwa kilometry przed mostem, w okolice nie istniejącej dziś stacji benzynowej (kadry z nieistniejącą już dziś stacją możemy zobaczyć w filmie A. Wajdy „Człowiek z żelaza"), na wodzie stoi statek straży stoczniowej „Strażak 22”. Rozbita kolumna cofa się do „Warskiego”. Most Długi zostaje podniesiony o godzinie 12, robotnicy prawobrzeża przechodzą przez rzekę wiaduktem kolejowym, oddalonym od podniesionego mostu o 2 km. Cały czas trwa wiec pod budynkiem dyrekcji „Warskiego”. W pewnym momencie podjechała w to miejsce karetka pogotowia. Jak ustalił dr Michał Paziewski, wysiadła z niej kobieta, która krzyczała „aby (stoczniowcy) nie szli do miasta, gdyż tam milicja strzela i są zabici i ranni”... Według dr Paziewskiego doprowadziło to do skutku wręcz przeciwnego. Uformował się drugi pochód, tym razem znacznie liczniejszy i już uzbrojony w łomy, grube kable czy pręty.
Bitwa o ulicę Dubois i wspomnienie Gaspara
Przy szkole podstawowej numer 27, w poprzek ulicy Dubois na skrzyżowaniu z ulicami Sławomira i Radogoskiej doszło do „ulicznej bitwy”. Siedemdziesięciu zomowców starło się tam z naciągającym pochodem. "W kolumnie wyróżniali się robotnicy w kaskach, w tym nader liczne kobiety. Z okien sąsiednich domów na ZOMO leciały doniczki z kwiatami, butelki po mleku czy piwie napełnione łatwopalnymi płynami”. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, iż Panie, mieszkanki tych budynków, uczestniczyły w tych „bombardowaniach”. Trwa regularna uliczna bitwa. Miotana broń demonstrantów to głównie kamienie z torowiska tramwajowego. W tym miejscu, po godzinie 12, zostały zgromadzone 1, 2 i 3 kompania ZOMO (jedna kompania to około 40 ludzi ). Na jednym z moich blogów relację z tych wydarzeń opisał anonimowy bloger „Gaspar” - myślę, iż jest warta przypomnienia. „Siedziałem sobie grzecznie w szkolnej ławce w klasie 2b. Około 10 patrzę w okno, a tu, całą szerokością ulicy Dubois (niedaleko stoczni), idzie pochód robotników w kaskach. Było to dla mnie zaskoczenie, bo pochody widziałem tylko 1 maja, a ten wyglądał inaczej. Większość dzieci wiedziała, co się dzieje, bo rodzice pracowali w Stoczni. Była lekka panika, ale pani zaczęła dalej prowadzić lekcję. Tak ok. 12-14 ten pochód to była już biegająca we wszystkie strony chmara ludzi i zomowców. Płonął gazik milicyjny, przewalony do góry kołami, wszędzie fruwały jakieś papiery. Wszędzie biało od dymu i gazu. Zomowcy strzelali w szkołę z granatników gazu. Uczniowie ze starszych klas rzucali z góry doniczkami, a potem wielu uciekło ze szkoły przez kotłownię. Po mnie przyszła babcia, zaprawiona w bojach po Powstaniu Warszawskim. Jeszcze w ten dzień na ul. Swarożyca był mały posterunek ORMO i ten też został rozbity, to właśnie papiery stamtąd latały po ulicach. To widziałem z domu. Może trzeba powtórzyć w realu te wydarzenia, jak zamkną stocznię, chętnych jest sporo po rządach PO w mieście”. Tyle, jeśli chodzi o wspomnienia uczestników, powróćmy do ustaleń naukowców. Około 12.40 ZOMO wycofuje się, prawdopodobnie w wyniku skończenia się zapasów pocisków gazowych, wystrzeliwanych w stronę demonstracji (w sprawie braku chemicznych środków służących tłumieniu demonstracji komunistyczne władze PRL wspomoże bratnie NRD). Nie udaje się uciec gazikowi milicyjnemu i dwóm jego podoficerom. Zostają złapani i bardzo ciężko pobici, gazik zostaje wywrócony i podpalony. Wracająca kolumna ZOMO odbija dwóch rannych. Autor niniejszego tekstu spotkał się z kilkoma świadkami twierdzącymi, iż jeden z milicjantów został w tym miejscu zabity, jednak według oficjalnych danych, w szczecińskim Grudniu nie zginął żaden milicjant. Może to właśnie na część tych dwóch szlachetnych milicjantów, do końca lat 80. w KW MO wisiała tablica pamiątkowa dedykowana milicjantom, którzy stali wówczas na straży ładu i porządku. Demonstracja posuwała się w kierunku KW PZPR, po drodze na ulicy Mazurskiej spalono jeszcze wojskowego „Stara 66”, w którym siedzą milicjanci. Milicyjnym maruderom nic się nie dzieje, lekko poszarpani uciekają.
Dodaj do:Do obserwowanych Do lubczasopisma RSS komentarze
skomentuj Komentarze do notki6 |Zgłoś nadużycie
  • @Autor

    Oficjalne wyliczenia mówią o 16 ofiarach w Szczecinie.

    Dobrze, że ktoś przypomina o wydarzeniach w tym mieście, bo mam wrażenie, że o nim się zapomina.

    JANKO KRYTYKANT 19 123  | 17.12.2009 18:15

  • @Janko Krytykant

    Tekst jest tylko o 17 grudnia, 18 zabili jeszcze dwóch, 16 ofiarą jest żołnierz, niektórzy mówią że zabili go mundurowi, inni mówią że samobójca, jest skwer jego imienia w Szcz.
    T.W 198 246  | 17.12.2009 18:26

  • Chodziłem do pierwszej klasy w SP 33 na ul. Małopolskiej.

    Lekcje skończyły się przed południem, chyba około jedenastej. Poszliśmy do świetlicy. Wychowawczyni powiedziała, że rodzice będą nas zabierać. Świetlica była na pierwszym piętrze, jej okna wychodziły budynek WSM oraz na podjazd prowadzący na Wały Chrobrego. Ten dzień był dość ciepły, więc okna były pouchylane. Po jakimś czasie od strony Komendy Wojewódzkiej dał się słyszeć jakiś hałas. Na Wały Chrobrego zaczęła wjeżdżać kolumna niebieskich, milicyjnych pojazdów, z gazikami i transporterami opancerzonymi. Widziałem je wyraźnie, gdyż chłopak ze starszej klasy, który stał obok mnie, otworzył szeroko okno, a sam wdrapał się na parapet. Zaczął straszyć nas, pierwszaków, że teraz będzie wojna. Przejazd kolumny trwał dość długo. Nauczycielka, w końcu, odgoniła wszystkich od tych okien.

    Po mnie przychodzi Mama. Wychodzimy ze szkoły na Małopolską. Mama tak mocno ciągnie mnie za rękę, że nie mogę nadążyć. Po chwili, jesteśmy na Placu Hołdu Pruskiego. Mnóstwo ludzi, wszyscy, jak my, gdzieś strasznie się spieszą. Czegoś takiego dotychczas nie widziałem. Rozgardiasz, tumult, zgiełk. Mijamy Bramę Królewską, idąc w kierunku Mariackiej. Ukazuje się tłum, stojący przed Komitetem Wojewódzkim. Z jego okien lecą na chodnik sprzęty - pamiętam, że były wśród nich drewniane, jasne, meble - chyba jakieś biurka albo szafy. Mijamy jakiś wojskowy albo milicyjny pojazd. Szybko wchodzimy w Mariacką - Mama musi wejść na chwilę do swojego zakładu pracy na Grodzkiej.

    Przez Plac Żołnierza, idziemy do domu na Wyzwolenia. Po lewej stronie mijamy pomnik, po prawej KW. Ten już płonie. Języki ognia i czarny, gęsty dym. Nasze mieszkanie jest na czwartym piętrze, od strony Placu Rodła. Z okien widać dach Komitetu. Słupy dymu wiszą nad nim oraz nad Komendą na Małopolskiej. Jest jeszcze widno. Mama zabrania mi zbliżać się do okien, ale wykorzystuję chwilę jej nieuwagi i spoglądam w dół, na przystanek tramwajowy linii 3. Akurat zatrzymał się tramwaj. Ludzie wysiadają z niego i po prostu, biegiem, uciekają w różnych kierunkach. Przychodzi Tato. Mówi, że coś dzieje się pod Stocznią. Słychać: "trach... trach... trach...". Pojedyncze strzały i krótkie serie. Nad rejonem Komitetu i Komendy widać śmigłowiec. Zapada zmierzch. Na tle nieba smugi pocisków świetlnych. Tato każe zgasić światło w pokoju.

    Między dwudziestą a dwudziestą pierwszą od strony Malczewskiego słuchać narastający, ciągły, dźwięk. Jakby chrzęst i bardzo głośny warkot. Mama z Tatą podchodzą do okna a ja prawie płaczę, bo też chcę to coś zobaczyć. Podstawiają mi krzesło i spoglądam w dół. Czołgi. Jeden za drugim: następny, następny... i jeszcze jeden... Bez końca. Z góry wyraźnie widać otwarte włazy i światło w środku pojazdów. Ten przemarsz trwał chyba z pół godziny.

    Pozdrawiam.
    ZADZIORNY MIETEK 0 2997  | 17.12.2009 19:49

  • @Tomasz Węgielnik

    Zawsze łączyłem wszystkie ofiary razem nie patrząc na dokładne daty. Zresztą, daty są tu nieważne, ważna jest pamięć o tych ludziach i te strzępki, które człowiek wyciąga ze swojej pamięci.

    Wcześniej pisał Gaspar, przed chwilą mietek. Ja pamiętam dwie rzeczy. Pierwszą był czołg na podwórku przedszkola (przy Tomaszowskiej). Nie wiem, może był to "tylko" transporter i stał na ulicy, ale dla pięciolatka każda ruchoma bryła stali z lufą jest czołgiem. Drugi strzępek to butna twarz milicjanta stojącego w bramie domu, w którym mieszkaliśmy. Było to naprzeciwko północnego muru stoczni.
    JANKO KRYTYKANT 19 123  | 17.12.2009 21:27

  • @zadziorny mietek

    Przejmujący opis, co do ostatniego wątku z czołgami wieczorem, to powiem tak. Wojsko tłumiło "robotnicze powstanie" nie żadna milicja czy S.B, wojsko armia. Dziś przeczytałem na stronach radia Szcz że to milicja zabiła, bzdury. Od godzin wieczornych 17 Grudnia przez kilka dni, po Szczecinie jeżdżą kolumny wojskowych pojazdów, celem jest nie tyle co przemieszczanie jednostek ale zastraszenie mieszkańców, wyobrażam sobie jak trzęsie się mieszkanie w kamienicy jak po bruku jadą czołgi.Celem wieczornych transportów które Pan słyszał mogło być jednak otoczenie stoczni, która jak wiadomo rano była już otoczona (mimo tego robotnicy swobodnie do niej wchodzili). Co do Janka Krytykanta, może i ma Pan racje co za znaczenie ma to ile osób zginęło (i jakie konkretnie) danego dnia, w kontekście tego iż winni nie zostali osądzeni, nie zostali nawet wskazani. Pozdrawiam
    T.W 198 246  | 17.12.2009 21:58

  • > Tomasz Węgielnik, > Janko Krytykant

    Poniżej, jeszcze jeden strzępek i jednocześnie dowód na to, jak komuchy traktowały zwykłych, szarych, ludzi.

    Oczywiście, następnego dnia nie było szkoły. Siedziałem w domu z Rodzicami. Dużo przy oknie, bo na Wyzwolenia, ciągle, coś się działo. Naprzeciwko, w dziesięciopiętrowcu-mrówkowcu, na parterze, był kiosk Ruchu. Ustawiła się do niego długa kolejka, prawdopodobnie po gazety. Nagle, podjechał milicyjny, niebieski, transporter. Otworzyły się jego górne klapy, wychylił się zomowiec, i cisnął w tę kolejkę gaz łzawiący. Chyba, nie jeden, bo dymu zrobiło się bardzo dużo. Gaz przedostawał się nawet na nasze piętro, przez zamknięte okna. Zomowcy zaczęli ludzi gonić. Czy bili ich pałami - tego już, niestety, nie pamiętam.

    Pozdrawiam Szczecinian serdecznie. :)

    ZADZIORNY MIETEK 0 2997  | 17.12.2009 22:29


następna notka 41 42 43 44 45 46 47 poprzednia notka

Wszystkie notki Dodaj bloga do ulubionych
Moje komentarze Blog przez RSS
Komentarze przez RSS
Analityk obszaru postradzieckiego, europejskie rynki energetyczne, polski system polityczny. Współpracuje z Fundacją Instytut Badań i Analiz Politologicznych w obszarze analiz i publikacji politologicznych. Charakteryzuje się brakiem nieufności do pracy nie narzucanej zewnętrznie. Opinie prezentowane na tym blogu są tylko i wyłącznie poglądami autora.

Ostatnie notki

Moje ostatnie komentarze

  • jestem ze Szczecina

    więc zdążę uciec do Berlina, jeszcze zabiorę ze sobą archiwum KOPu, które rozsądnie...

    16.03.2011 08:26

  • @Antoni Dudek

    "Generał oczywiście nie siedział wtedy w żadnym areszcie domowym – jak głosiła plotka...

    28.02.2011 14:26

  • @Jazzek

    Ma Pan rację, co do skrzyżowania Rayskiego/Mazurskiej,to uważam że jest to kluczowy moment,...

    24.02.2011 10:50

  • Aparatczyk PZPR Andrzej Gdula i oficer prowadzący Alka

    Według Rzepy Wytrwała(oficer prowadzący Alka) do imperium Gudzowatego miał rekomendować...

    13.10.2010 19:46

  • pozdrawiam

    Szanowaną Blogerkę. Czekam na więcej refleksji. Kaczyński powiedział o Zarembie że to silny...

    30.09.2010 11:00

Archiwum postów

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     
zamknij

Logowanie